Serie a wyniki

2020-08-11

Gdy ciągle wspominaliśmy mecz Polska Brazylia z 1938 r. rozpoczęły się eliminacje dziesiątych mistrzostw świata w RFN 1974 r. Polscy piłkarze głowy nosili wyżej, bo w 1972 r. zdobyli medal olimpijski, pierwszy i od razu złoty.


Serie a wyniki meczów

Pojawiła się też nowa fala utalentowanych piłkarzy prawidłowo szkolonych w zespołach juniorów i młodzieżowych. Do głosu doszedł Kazimierz Górski, nowy selekcjoner, doświadczony w pracy klubowej oraz w PZPN (trener juniorów i zespołu młodzieżowego) przedstawiając serie a wyniki https://www.typ.pl/pilka-nozna/porownywarka-kursow/wlochy/serie-a/1fc7231.


Obok niego pojawili się dwaj młodzi: stypendysta PZPN, absolwent AWF, pełen pasji Andrzej Strejlau i były wielokrotny reprezentant Polski, absolwent Politechniki Warszawskiej, bardzo zaangażowany, o dużej wiedzy piłkarskiej, zwracający szczególną uwagę na przygotowanie taktyczne, Jacek Gmoch, poświęcający wiele uwagi tak zwanemu bankowi informacji w nakierowaniu na serie a wyniki.


H. Kostka, A. Szymanowski, Z. Gut, J. Gorgon, L. Ćmikiewicz, Z. Anczok, Z. Szołtysik, R. Szymczak, K. Deyna, Z. Maszczyk, J. Kraska, W. Lubański, R. Gadocha to byli piłkarze, którzy przełamali wreszcie barierę niemożności. Jeszcze nie na miarę najlepszych reprezentacji zawodowych, ale olimpiada była dobrym startem do wyższych celów. Sukces olimpijski był tak oszałamiający dla niektórych działaczy, że radzili, aby nie porywać się na eliminacje mistrzostw świata, tym bardziej, że znaleźliśmy się w grupie razem z Anglią i Walią, co zdaniem wielu ekspertów przekreślało nasze szanse. Pierwszy mecz, z Walią, na jej boisku, utwierdził ich w tym przekonaniu. Przegraliśmy 0:2, a wiadomo było, że Walia jest słabsza od Anglii.


W czerwcu 1973 r. pewni siebie Anglicy przyjechali na stadion Śląski i przegrali 0:2! To była pierwsza sensacja tych eliminacji. Radość zwycięstwa zmącona została przykrą kontuzją Włodzimierza Lubańskiego, najlepszego wówczas piłkarza Polski. Nie wiedziano jeszcze, że przerwie ona jego piękną karierę na kilka lat, co w sporcie wyczynowym równa się wyeliminowaniu z wysokiego poziomu na stałe. Po trzech latach dopiero wrócił Lubański do reprezentacji, ale już nie liderował drużynie jak przedtem, gdy był jej kapitanem. Remisowy bilans wiosny nie dawał żadnej gwarancji ostatecznego powodzenia.


Trzeba było jeszcze lepiej przygotować drużynę na mecze rewanżowe, a jednocześnie ją uzupełnić nie tylko dlatego, że zabrakło kubańskiego. W lecie reprezentację wysłano do Kanady, USA i Meksyku. W meczach ze słabszymi przeciwnikami miała się cementować drużyna, w której pojawili się przecież nowi, jak bramkarz J. Tomaszewski, obrońcy M. Bulzacki i A. Musiał, napastnicy A. Szarmach, J. Domarski i inni. Wyprawa była udana. Sportowo i finansowo. Rewanżowy mecz z Walią wygrany 3:0 nie przesądzał jeszcze sprawy. Zacięta, ostra walka wykazała, że nasz zespół stać już na wymianę ciosów z zespołami preferującymi futbol siłowy, ale wiedziano, że ostatni mecz, na Wembley, będzie o wiele trudniejszy. Co prawda sytuacja w tabeli ukształtowała się dla nas korzystnie, bo do awansu nam wystarczał remis, a Anglicy musieli wygrać. Oni byli jednak pewni swego, a my mówiliśmy, że tanio skóry nie sprzedamy w aspekcie serie a wyniki.


Ten mecz wszedł na trwałe do historii polskiego futbolu nie tylko dlatego, że przyniósł awans, na który czekano 36 lat. Był on tak dramatyczny, tak nieprawdopodobny, że do dziś oglądając film nie można wyjść z podziwu dla odporności psychicznej naszej reprezentacji. Zdarzyło się tylko raz, aby po piłkarskiej transmisji telewizyjnej na ulicę wyszły wiwatujące tłumy i samorzutnie tworzyły radosne pochody. Nie, nie wygraliśmy tego meczu. Anglicy mieli przewagę, ale nie potrafili jej wykorzystać, strzelali niecelnie, stosowali schematy taktyczne.


Pierwszą bramkę strzelił J. Domarski po dobrym, mylącym przeciwników, podaniu G. Laty. Gdyby później Lato nie został rękami zatrzymany przez obrońcę angielskiego MacFarlanda, zapewne strzeliłby drugiego gola. Anglicy wyrównali z rzutu karnego i to było wszystko co osiągnęli w tym spotkaniu. Równało się to zeru, bowiem remis dawał awans do finałów drużynie polskiej. J. Tomaszewski był na pierwszych stronach wszystkich angielskich gazet. Bramkarz, który zatrzymał Anglię! Rzeczywiście obronił wiele strzałów. A. Szymanowski, M. Bulzacki, J. Gorgoń i A. Musiał okazali się obrońcami walczącymi bez kompleksów, twardo i skutecznie. Pomocnicy L. Cmikiewicz, K. Deyna, W. Kasperczak częściej wspierali obronę niż atak, ale dzięki tern Anglicy nie mogli trafić do bramki J. Tomaszewskiego. Napastnicy G. Lato, J. Domarski, R. Gadocha pokazali, że nie obcy im jest szybki, ofensywny futbol.


Kolejna bariera została przełamana. Sam udział w finałach mistrzostw świata był sukcesem. Co prawda wyzwolił on nową energię, ale nie upoważniał do marzeń o potędze. Chodziło o to, aby się dobrze zaprezentować, pokazać, że Polacy też potrafią grać w piłkę, a lansowane wcześniej teorie o predyspozycji do sportów indywidualnych są po prostu bzdurne. Losowanie mistrzostw świata nie wróżyło powodzenia. Wicemistrz świata Włochy, faworyt turnieju Argentyna, nieznane Haiti i Polska. Które miejsce można było zająć w tym towarzystwie w odniesieniu do serie a wyniki.


Opracowano jednak bardzo dokładny plan przygotowań, sprawy szkoleniowe wzmocniono organizacyjnymi i propagandowymi. Po raz pierwszy kompleksowo przygotowywano się do wielkiej imprezy. Nie było doświadczeń, brakowało wzorów, a mimo to potrafiono przewidzieć wszystko, co było potrzebne do udanego startu. Zasługa to działaczy, takich jak Stanisław Nowosielski, Jan Maj, Witold Dłużniak, którzy stworzyli specjalny sztab przygotowań do mistrzostw świata i obok trenerów zgrupowali w nim specjalistów z różnych dziedzin. Szkolenie prowadzili: trener selekcjoner Kazimierz Górski, jego asystent Jacek Gmoch i II trener reprezentacji narodowej Andrzej Strejlau. Nigdy przedtem ani potem nie udało się na czele drużyny narodowej zgromadzić takich fachowców.